`diss na Walentynki zawsze spoko?

    Nigdy przenigdy nie lubiłem Walentynek. Nawet jak miałem kogoś, to nigdy to "święto" mnie nie cieszyło. Na ogół wówczas jest za dużo czerwonego na mieście, słodycze, serduszka i jeszcze więcej lecących w ślinkę par. Niespecjalnie lubię takie historię. Niemniej jednak zdarzyło mi się również całować na ulicy. Nie uważałem tego za coś nieodpowiedniego z jakiegoś powodu. W zasadzie dalej nie do końca uważam, mały całus nikogo nie zabił.

    No ale ja nie o tym. Walentynki. Jak bardzo nikt by ich nie lubił, to nierzadko są takim motorem napędowym. Na przykład w moim przypadku tak właśnie jest. Jeśli ktoś czyta moje płacze od kilku miesięcy, to wie, że rzucił mnie facet. Tak, jestem płci męskiej i miałem faceta przez dwa lata, jestem bi i się tego za bardzo nie wstydzę. Bólu dupy nie mam z tego powodu, bo to raczej ja dominuję, ale to inna kwestia. W każdym razie, rzucił z jakiegoś powodu. Niestety bardzo późno okazało się, że jestem skończonym kutasem w każdym tego słowa możliwym znaczeniu i nie zasługuję na związek i na kogoś tak wspaniałego. Uczucia jakie by nie były zmieniają nas. Okazało się, że nie zdawałem sobie sprawy z tego, jak bardzo mój partner jest dla mnie ważny (i jakie gówno zrobiłem). Jak cholernie wpadłem po uszy. Próbowałem się odkochać. Wiecie, nie jesteśmy razem od końca października zeszłego roku. Naprawdę, próbowałem. Zająłem się sobą i swoim rozwojem, robię zlecenia tekstów, zdałem semestr z średnią 4,3 (najlepszą od czwartej klasy podstawówki), zapisałem się na kwalifikacyjny kurs zawodowy i wybrałem technika cyfrowych procesów graficznych, ba, mało, dostałem się na ten kurs i zaczynam równolegle z zajęciami w liceum iść kolejną drogą edukacyjną. Ożyłem, zacząłem więcej pisać, wpadłem na pomysł pewnych projektów i tematycznych postów tutaj, na Piaskownicy. Oglądam masę fajnych produkcji na Youtube, zacząłem częściej wchodzić na Facebooka, nie kłócę się od tego czasu. Jestem ogólnie pokojowy i aż mnie samego to dziwi. Planuję zapisać się na sztuki walki, szukam pracy i tak dalej. Robię dużo rzeczy, by być lepszym człowiekiem i zasłużyć. Wiem, że spieprzyłem. Sam dolewałem oliwy do ognia i w końcu naważyłem sobie tyle piwa, że zaczęło podtapiać mnie. Dopiero teraz powoli je wypijam.

    Pomyślałem, że Walentynki, cholera. Święto zakochanych, a ja jestem zakochany. Zakupiłem walentynkę, zakupiłem prezent, napisałem liścik. Wysłałem. Prawdę mówiąc nie wiem, czy już dostał i stwierdził, że to żenujące, dlatego też to oleje, czy dostanie dopiero w poniedziałek. Trudno mi powiedzieć. Ale uznałem, że to może być przełomowy moment. Jest jedna rzecz, którą zrozumiałem po tak długim czasie. Że w związku nie ma miejsca na pieprzoną dumę. Na zastanawianie się, czy się ośmieszę, czy zbłaźnię, czy cokolwiek jeszcze. To nie tak, że nie boję się tego, czy się właśnie tym wszystkim totalnie pogrążyłem, czy nie. Boję się jak cholera, naprawdę. Ale jednocześnie strasznie mi na nim zależy i cieszę się nawet z głupich momentów, w trakcie których gramy sobie w durnego LoL'a (wciągnął mnie w to, nie komentować tego!).

   Ktoś kiedyś powiedział, że jeśli się kocha, to niestety trzeba schować dumę w kieszeń i czasem działać przeciwko niej. Niby to wiedziałem, ale było to dla mnie niewykonalne, niemożliwe. Bardzo długo trwało, abym nauczył się tego i przyswoił pewne zasady.
Znajoma mówi, że łza jej się w oku kręci, bo w końcu się ogarniam i trochę dojrzałem. Nie wiem, czy ma rację, ale ja sam czuję zmiany. I trochę żałuję, że nie poznałem go teraz, a nie wtedy, gdy byłem jedną, wielką kupką nieszczęścia.

   Trzymajcie kciuki, by jednak ta, dość dziwna dla mnie, próba odzyskania go się powiodła.

10 komentarzy:

  1. Hej, zgodnie z życzeniem - odpisuję :)
    Nie ma najmniejszego problemu, bo ja zazwyczaj oceniam grafikę po ocenie treści :) Chociaż ten wcześniejszy szablon bardziej mi się podobał XD
    Pozdrawiam,
    Farfadeta.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki za zrozumienie ;).
      Szczerze mówiąc, poprzedni to po prostu mi się znudził.

      Pozdrawiam,
      morth.

      Usuń
  2. Trzymam za Ciebie bardzo kciuki. Mam nadzieję, że ta próba Ci się powiedzie :) Ja nigdy chyba nie zmienię zdania na temat Walentynek. Dla mnie to zwykła komercha. Poza tym jeśli kogoś się kocha to można mu to powiedzieć w inny dzień niż ten prawda?

    Jeśli poszukujesz bety to możemy się dogadać :) Odezwij się na maila: shaki.laki8@gmail.com

    Pozdrawiam Cię :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja dalej uważam, że to komercha i wiocha, ale prawda jest taka, że dla niektórych osób może to być całkiem niezłą motywację. Prosto powiedzieć, że można powiedzieć, ale czasami są różne sytuacje. Hm...

      Pozdrawiam i dzięki za propozycję, napisałem ;)
      morth.

      Usuń
  3. czasem trzeba właśnie walczyć...ale też nieraz trzeba umieć zdać sobie sprawę, kiedy trzeba odpuścić i iść dalej. takie walentynki, chociaż dla mnie właśnie też żadnym wielkim świętem miłości nie są, mogą być dobrym pretekstem do działania...albo do ostatecznego rozliczenia się ze swoimi uczuciami.
    w każdym razie kciuki trzymam, zeby wyszło...po prostu dobrze:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z tym jest spory problem. W sensie, ze zdania sobie w pełni sprawę, że być może to nie ma sensu. Cóż, mam takie poczucie poniekąd, ale staram się je odepchnąć. Zależy mi, tylko że nie mogę zmusić drugiej osoby do tego, by i jej zależało.
      Liczę jednak na to, że ułoży się dobrze. Bardzo mi go brakuje. Trochę czuję się, jakbym nie był sobą bez niego.

      Nie dziękuję za kciuki, żeby nie zapeszyć.
      Pozdrawiam i dziękuję za komentarz ;)

      Usuń
    2. bo to zdanie sobie sprawy wiele czasu nieraz wymaga. mi też to sporo czasu zajęło, jak rozstałem się ze swoją ex.
      właśnie o to chodzi. nikt nikogo nie zmusi do uczuć. a żebrać o nie...też nieraz nie ma sensu.

      zatem...coś się może ułożyło w międzyczasie?

      Usuń
    3. W międzyczasie wiem tyle, że raczej nie zamierza zwrócić prezentu (łańcuszek srebrny; w zeszłe wakacje mówił, że zgubił ten, który ode mnie dostał i przejmował się tym. Ja się zachowałem jak skończony sukinsyn, szkoda gadać...). Odebrał osiemnastego (ah, to śledzenie poczty) i... Hm, w naszych rozmowach raczej nie wspominał o tym, ani o niczym takim, co w sumie dziwne nie jest. Nie wiem, raczej zle nie jest. Tak mi się wydaje przynajmniej.

      Pozdrawiam ;)

      Usuń
  4. Nic nie przychodzi łatwo, a my ludzie ponoć uczymy się na błędach - zaznaczam, ponoć ;)
    Pozdrawiam i szczęścia życzę!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie dziękuję za szczęście aby nie zapeszyć, ale życzę również ;).

      Ach, z tym uczeniem się na błędach różnie bywa.

      Usuń

Kulturalnie, grzecznie, bo jak poleci bezpodstawna krytyka, to w łeb!

© Agata | WS | x x.