`dzień dobry, czy kocham cię?

    Mam wrażenie, że znowu obojętnieje na ludzi. A przynajmniej na ich znaczną większość. Napiszesz mi smsa? W porządku. Nie? Też dobrze, naprawdę. Jakoś nie... nie odczuwam potrzeby spotkania się z kimś, pisania albo po prostu bycia. To się, oczywiście, czasem zmienia - przez dłuższy czas, kiedy nie miałem kontaktu z I. czułem się trochę, jakbym był chory (jakkolwiek żałośnie by to nie brzmiało).
   Wystarczyła krótka prośba, abyśmy razem pograli trochę i nagle zupełnie, jakbym odżył. Ale on zawsze tak na mnie działał, więc to akurat nic nowego.
   Niemniej jednak, kilka miesięcy, konkretnie jakoś od Króliczego Końca Historii trochę jakbym... Nie był sobą. Uśmiechy, przytulaski, spotkania z ludźmi, sylwester, robienie zdjęć zupełnie amatorsko, taka trochę wymuszona radocha. Być może przesadzam, bo muszę wymyślić temat, na który mógłbym trochę pogadać i mieć posta. Być może. Ot, luźne przemyślenia sprzed chwili.

   Zawsze zastanawiali mnie ludzie, którzy są w stanie (i którzy potrzebują) dużo kontaktu z innymi ludźmi. Którzy wśród innych rozkwitają. Mnie to chyba męczy i przekonałem się o tym tym jeszcze bardziej w ciągu tego półtorej miesiąca. Albo to sesje. Może po prostu marudzę po sesjach i próbach intensywnej nauki, które skończyły się... czy ja się w ogóle uczyłem jakoś sensowniej do tych zaliczeń? Rany, jestem straszny, nie chciało mi się. Ale zaliczone, więc w sumie nieważne. Ferie do dwudziestego drugiego lutego brzmią dobrze.
    Zawsze też zastanawiam się, jak to jest, że są osoby, które niezależnie od tego, co druga osoba robi dalej będą twierdzić, że jej potrzebują. Dobrym przykładem jest, niestety, moja rodzicielka, która zupełnie straciła głowę dla młodszego od siebie mężczyzny. Rany, wiek nie jest istotny i zawsze to powtarzam, o ile obie strony to akceptują. Tylko problem leży w czymś zupełnie innym. Jej luby bowiem ma brzydkie upodobania, polegające na uzależnieniu od niezbyt ciekawego narkotyku. Ta kobieta to ma szczęście, co? Ile razy już ją oszukiwał, to nawet nie zliczę. Udało mi się pogubić. Ale ona ciągle to samo... "Jeszcze jedna szansa, ta jest już ostatnia, jak ją popsuje, to koniec. No koniec, mówię ci". Ona chyba sama sobie nie wierzy. Ale o tym pisałem już chyba kiedyś, nie ma co się powtarzać. Intrygującą kwestią jest po prostu to uzależnienie od drugiego człowieka. Tym bardziej, że mnie też chyba w jakimś stopniu udało się w ten sposób przywiązać do innego człowieka, co zepsuło zresztą naszą relację.
   Więc co, warto?

10 komentarzy:

  1. Czy warto? Bywa, że to przywiązanie boli i nas krzywdzi, ale sama należę do osób, które potrzebują towarzystwa i właśnie przy innych czuję się dobrze, choć oczywiście nie da się powiedzieć, że przy wszystkich. Ale tak, uważam, warto ryzykować to przywiązanie.

    OdpowiedzUsuń
  2. Ostatnio dość często mam taki momenty, że chcę być sama, ale czasami przygnębiają mnie one za bardzo i muszę gdzie wyjść i z kimś się spotkać.

    Co do tkwienia z nadzieją w dziwnych związkach ... to niestety mam tak samo ... już setki razy powtarzałam, że to ostatnia szansa ... ale On na prawdę nie jest taki zły chociaż wiem, że nie dla mnie ...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Skoro nie dla Ciebie, to może jednak nie warto w to brnąć dalej? ;)

      Usuń
  3. Hm...to mam nie pisać?
    Wiesz, mi właśnie trudno zrozumieć, jak można ludzi nie potrzebować, o czym zresztą nieraz rozmawiamy. Bo ja jestem takim typem, ty takim..ale jak się okazuje, jednak kiedyś potrzebowałeś nie po prostu ludzi, a konkretnej osoby. Właśnie nie chodzi o całe stado, czy lęk przed samotnością...a o jedną nieraz osobę i uczucia, własne uczucia, jakie w tą osobę wkładamy.
    Nie każdy potrzebuje dżungli, nie wszystkie twoje zachowania dla mnie byłby naturalne, a moje dla ciebie. Ale jednak...jak pisał pan Doe, nikt nie jest samotną wyspą. Nie sposób tak żyć przez cały czas. Od czasu do czasu musimy się zderzyć, bo stagnacja tego typu...stagnacja, to śmierć.
    A twoja matka to akurat skrajny, toksyczny przypadek jak dla mnie. Paniczny strach przed samotnością i może tym, co się w sobie ma, niekoniecznie głód człowieka. Albo po prostu bolesna miłość. Bo i taka istnieje.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie zrozumiałem tego "To mam nie pisać?". ;(
      Czasem dalej go potrzebuję i on o tym wie. A ja wiem, że nie mogę go zatrzymywać albo przyciągać do siebie. Wiem, że muszę poczekać, aż sam będzie chciał mojego towarzystwa.
      Smutno, że taka istnieje.

      Usuń
  4. Normalnie jakbym czytała o sobie. Pewnie tak jak ja jesteś introwertykiem?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie powiedziałbym, że w stu procentach. Introwertyk kojarzy się raczej z biernością, ostrożnością, niezwykłą powagą, kontrolą nad sobą, łagodnością i tak dalej. Nie jestem taki. Owszem, ostrożności we mnie dużo, ale nie powiedziałbym, że jestem flegmatykiem. W odpowiednich otoczeniach jestem też towarzyski, gadatliwy i tak dalej. Niejednokrotnie odnoszę wrażenie, że jak stworzono pewną równowagę emocjonalną, taką planszę ( http://pl.wikipedia.org/wiki/Plik:Temperament_eyesenck_test.png) to ja mam cechy z każdej grupy.

      Usuń
  5. Są ludzie, którzy wysyłają dobrą energię i takimi warto się otaczać.

    OdpowiedzUsuń

Kulturalnie, grzecznie, bo jak poleci bezpodstawna krytyka, to w łeb!

© Agata | WS | x x.