Niby żyję, ale co to za życie. Miotam się w tym życiu, próbując jakoś
zabrać się za rzeczy, które chciałbym robić w życiu, ale jednocześnie za
cholerę nie mam pojęcia jak to zrobić, jak się za to zabrać.
Być może kiedyś się uda. Tylko czy będę mieć na to czas?
Internet się zmienia, a jakoś... No co ja umiem robić? No co? No właśnie.
Strony |
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą niezrozumiały sposób bycia. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą niezrozumiały sposób bycia. Pokaż wszystkie posty
`chciałbym być jak księżyc - najważniejszy
Prawdopodobnie mam bardziej podziurawioną duszę i serce, niż chciałbym się do tego przyznać. I zdaję sobie sprawę z tego, że podobne słowa, które padają od przedstawiciela płci tzw. "brzydkiej" to raczej oznaka bycia gejem w obecnych czasach. Być może jest to jednak pewien proces, który musimy przejść, aby można było w przyszłości spojrzeć na mężczyznę i nie widzieć w nim tylko większej siły fizycznej, czy konieczności bycia tak bardzo męskim, jak bardzo się da. Być może w przyszłości oni też będą mogli być ludźmi. Osobami, które płaczą, śmieją się bez powodu, które mają swoje nastroje i ich następstwa. Oczywiście, każda z tych rzeczy występuje raczej rzadziej, niż u kobiet, ale to nie oznacza, że mężczyzny nic nie wzrusza, czy nic nie smuci do tego stopnia, że płacze.
Prawdopodobnie mam bardziej podziurawioną duszę i serce, niż chciałbym się do tego przyznać. I zdaję sobie z tego sprawę, ale wiem, że w tej chwili nie mam narzędzi, aby to stuprocentowo wyleczyć. Nie wiem nawet, czy jest to tak naprawdę możliwe. Zastosowałem lekarstwo tymczasowe, które służy do tego, aby zalepić wszystkie rany. Zaklejenie ich nie sprawi, że zniknął, ale dzięki temu nie będzie mi to przeszkadzało cały czas.
Prawdopodobnie mam bardziej podziurawioną duszę i serce, niż chciałbym się do tego przyznać. Czuję takie stałe pragnienie, aby być w czyimś życiu na jakiejkolwiek płaszczyźnie number one. Użyłem zwrotu z angielskiego, ale myślę, że doskonale oddaje istotę rzeczy, którą musiałbym tłumaczyć dość długo w naszym ojczystym języku. Jeśli jestem przyjacielem, chciałbym być dla Ciebie najlepszym przyjacielem, który będzie miał wstęp do prawie każdego aktu Twojego życia, każdej szuflady. Jeśli jestem kolegą, chciałbym być dla Ciebie najlepszym kolegą, o którym zawsze będziesz myśleć, gdy przyjdzie Ci coś kreatywnego do głowy, co tylko mógłbyś/mogłabyś robić z znajomymi. Jeśli jestem Twoim kochankiem, chciałbym być Twoim najlepszym kochankiem, z którym noce są gorące, pełne pasji i werwy, o którą mnie nikt nie podejrzewa. Jeśli jestem Twoim partnerem, chciałbym być Twoim najlepszym partnerem, któremu możesz ufać, wiesz, że zawsze będę dla Ciebie i wszystko z pewnością się nam uda, o ile dobrze to rozplanujemy i porozmawiamy. Jeśli jestem osobą, z którą coś piszesz, chciałbym być najlepszą taką osobą w Twoim życiu, która inspiruje Cię non stop i sprawia, że żyjesz światem, którego jesteśmy twórcami.
Skąd ta potrzeba? Przecież nie we wszystkim będę najlepszy. Nie zawsze będę najlepszym przyjacielem, kolegą, kochankiem, partnerem, czy pisarzem. Nie mam pojęcia. Może wynika to z tego, że prawdopodobnie mam bardziej podziurawioną duszę i serce, niż chciałbym się do tego przyznać.
Mówią, że skoro jesteś młody, to nic nie może Cię zatrzymać przed zdobywaniem świata i wiedzy. A ja widzę, że coś może. Chociażby przeszłość, która lubi wlec się za nami w nieskończoność i trzymać nas za kostkę, jakbyśmy byli jej niewolnikami. Może tak jest?
Może uczucie osamotnienia, które miało miejsce w bardzo wczesnych latach utrwaliło się w mojej głowie tak bardzo, że teraz chciałbym być w życiu innych ludzi kimś ważnym. Chociaż dla jednej osoby być najlepszym. Chociaż w jednym aspekcie. Ale potem chciałbym być najlepszy w jeszcze czymś, i jeszcze, i jeszcze. Głód, ogromny głód bycia dla kogoś najlepszym.
Dlatego właśnie myślę, że moje serce jest podziurawione bardziej, niż mi się wydaje. I moja dusza. Ale może kiedyś nie będę musiał jej sklejać. Może kiedyś znajdę środki, aby ją naprawić. I wtedy znów będzie nowa, bez cierpień. Wtedy znów będę mógł zdobywać świat. Oby tylko nie było na to za późno.
Proszę grzecznie o subskrypcje i lajki, jeśli podobają się Wam moje materiały. Są one głównie o grach komputerowych, to w końcu gameplay'e, ale może ktoś się zainteresuje - nawet dla mojego samego gadania. Mam nadzieję ;)
*Post inspirowany Włodkiem Markowiczem i jego najnowszym filmem:
Prawdopodobnie mam bardziej podziurawioną duszę i serce, niż chciałbym się do tego przyznać. I zdaję sobie z tego sprawę, ale wiem, że w tej chwili nie mam narzędzi, aby to stuprocentowo wyleczyć. Nie wiem nawet, czy jest to tak naprawdę możliwe. Zastosowałem lekarstwo tymczasowe, które służy do tego, aby zalepić wszystkie rany. Zaklejenie ich nie sprawi, że zniknął, ale dzięki temu nie będzie mi to przeszkadzało cały czas.
Prawdopodobnie mam bardziej podziurawioną duszę i serce, niż chciałbym się do tego przyznać. Czuję takie stałe pragnienie, aby być w czyimś życiu na jakiejkolwiek płaszczyźnie number one. Użyłem zwrotu z angielskiego, ale myślę, że doskonale oddaje istotę rzeczy, którą musiałbym tłumaczyć dość długo w naszym ojczystym języku. Jeśli jestem przyjacielem, chciałbym być dla Ciebie najlepszym przyjacielem, który będzie miał wstęp do prawie każdego aktu Twojego życia, każdej szuflady. Jeśli jestem kolegą, chciałbym być dla Ciebie najlepszym kolegą, o którym zawsze będziesz myśleć, gdy przyjdzie Ci coś kreatywnego do głowy, co tylko mógłbyś/mogłabyś robić z znajomymi. Jeśli jestem Twoim kochankiem, chciałbym być Twoim najlepszym kochankiem, z którym noce są gorące, pełne pasji i werwy, o którą mnie nikt nie podejrzewa. Jeśli jestem Twoim partnerem, chciałbym być Twoim najlepszym partnerem, któremu możesz ufać, wiesz, że zawsze będę dla Ciebie i wszystko z pewnością się nam uda, o ile dobrze to rozplanujemy i porozmawiamy. Jeśli jestem osobą, z którą coś piszesz, chciałbym być najlepszą taką osobą w Twoim życiu, która inspiruje Cię non stop i sprawia, że żyjesz światem, którego jesteśmy twórcami.
Skąd ta potrzeba? Przecież nie we wszystkim będę najlepszy. Nie zawsze będę najlepszym przyjacielem, kolegą, kochankiem, partnerem, czy pisarzem. Nie mam pojęcia. Może wynika to z tego, że prawdopodobnie mam bardziej podziurawioną duszę i serce, niż chciałbym się do tego przyznać.
Mówią, że skoro jesteś młody, to nic nie może Cię zatrzymać przed zdobywaniem świata i wiedzy. A ja widzę, że coś może. Chociażby przeszłość, która lubi wlec się za nami w nieskończoność i trzymać nas za kostkę, jakbyśmy byli jej niewolnikami. Może tak jest?
Może uczucie osamotnienia, które miało miejsce w bardzo wczesnych latach utrwaliło się w mojej głowie tak bardzo, że teraz chciałbym być w życiu innych ludzi kimś ważnym. Chociaż dla jednej osoby być najlepszym. Chociaż w jednym aspekcie. Ale potem chciałbym być najlepszy w jeszcze czymś, i jeszcze, i jeszcze. Głód, ogromny głód bycia dla kogoś najlepszym.
Dlatego właśnie myślę, że moje serce jest podziurawione bardziej, niż mi się wydaje. I moja dusza. Ale może kiedyś nie będę musiał jej sklejać. Może kiedyś znajdę środki, aby ją naprawić. I wtedy znów będzie nowa, bez cierpień. Wtedy znów będę mógł zdobywać świat. Oby tylko nie było na to za późno.
Proszę grzecznie o subskrypcje i lajki, jeśli podobają się Wam moje materiały. Są one głównie o grach komputerowych, to w końcu gameplay'e, ale może ktoś się zainteresuje - nawet dla mojego samego gadania. Mam nadzieję ;)
Overwatch Gameplay:
*Post inspirowany Włodkiem Markowiczem i jego najnowszym filmem:
`bo tańczyć chcę na nowo
Stawiam pierwsze, bardzo nieśmiałe kroki na lądzie, którego nie znam. Rozglądam się dopiero, udeptuję podłoże i sprawdzam, czy mogę na nim stanąć choć odrobinę pewniej, niż zazwyczaj. Nie mam pewności.
Może właśnie dlatego trochę zamilkłem tutaj. Zazwyczaj jest tak, że jeśli nie mam z kim porozmawiać o trapiących mnie rzeczach, piszę. I mógłbym pisać dalej, pomimo wszystko, ale nie wiem czy kolejna notatka o związku mojej mamy, który mnie obecnie bardzo martwi miałby sens. Nie wiem, czy jest to wspomnienie, które chciałbym mieć w pamięci na dłużej.
Próby walki o swoje pragnienia, marzenia i plany - tak, to jest coś, co by mnie interesowało w przyszłości, chciałbym o tym pamiętać.
Nieważne jaka przyszłość będzie dla mnie realizowana.
Coraz częściej myślę o tym, że jeśli umrę nagłą śmiercią, nie stanie się nic wielkiego. Nie wiem skąd ta przykra konkluzja, ale nawiedza mnie co jakiś czas, gdy pojawia się dziwny i niezidentyfikowany, bardzo krótki ból z boku, po lewej stronie przy żebrach.
Byłbym wdzięczny za wszelkie okejki i subskrypcje, jeśli zainteresuje Was mój kanał. Raczkuję, klęczę w tym, można by rzec, ale staram się.
Może właśnie dlatego trochę zamilkłem tutaj. Zazwyczaj jest tak, że jeśli nie mam z kim porozmawiać o trapiących mnie rzeczach, piszę. I mógłbym pisać dalej, pomimo wszystko, ale nie wiem czy kolejna notatka o związku mojej mamy, który mnie obecnie bardzo martwi miałby sens. Nie wiem, czy jest to wspomnienie, które chciałbym mieć w pamięci na dłużej.
Próby walki o swoje pragnienia, marzenia i plany - tak, to jest coś, co by mnie interesowało w przyszłości, chciałbym o tym pamiętać.
Nieważne jaka przyszłość będzie dla mnie realizowana.
Coraz częściej myślę o tym, że jeśli umrę nagłą śmiercią, nie stanie się nic wielkiego. Nie wiem skąd ta przykra konkluzja, ale nawiedza mnie co jakiś czas, gdy pojawia się dziwny i niezidentyfikowany, bardzo krótki ból z boku, po lewej stronie przy żebrach.
`nasze twarze są jak maski - nakładamy i zdejmujemy, a każda to my
Nie powiedziałbym nigdy, że jestem pisarzem, ale faktycznie tym zajmuję się od jedenastego roku życia - piszę. Raz lepiej, raz gorzej, w różnych światach i o różnej tematyce, a także wieloma postaciami, ale każda z nich to jakaś forma spełnienia się artystycznego. Ten blog to też część tego, co pozwala mi powiedzieć "Tak, jestem produktywny i mam wielką wyobraźnię". Być może to tylko jakaś forma, która pozwala mi poskładać własne życie. Nie wnikam w to, nie roztrząsam tego.
Niemniej jednak, każda postać, jaką tworzę, powołuję do życia w różnych tematycznie światach ma swoją własną historię. Wydawałoby się to logiczne, coś ma swój początek, więc jakoś do tego początku dojść musiało. Nie jest to jednak przygoda, jaka przychodzi Wam na myśl - każda z tych wirtualnych i nierzeczywistych bytów to pewna część mnie samego i mojej osobowości.
Ludziom wydaje się, że mamy jedną lub dwie twarze i tylko jedna z nich jest tą prawdziwą. Tymczasem to wcale nie jest prawdą, nie w mojej opinii. Każdy z nas jest zupełnie inny samotnie, w tłumie obcych ludzi, wśród znajomych, kochanka, przyjaciół, czy żony albo męża. Inaczej zachowujemy się w stosunku do dzieci, a inaczej do dorosłych, co nie oznacza, że którakolwiek forma naszego zachowania i "bycia" jest tą fałszywą i gorszą. Każda jest bowiem nami.
Popularnie uważa się, że tylko kobiety mają milion twarzy, natomiast mężczyźni są tego pozbawieni. Fatalny błąd. My naprawdę nie zachowujemy się tak samo w stosunku do naszej matki, żony, kochanka, partnera, przyjaciela, kumpla, znajomego, psa, kota, dziecka, kogokolwiek. I to nie prawda, że tylko tacy, jacy jesteśmy sami ze sobą to prawdziwi my. Każda z "masek" jest nami, każda z form naszych osobowości to właśnie my - to wszystko, na co składamy się, jako ludzie, jako charaktery. Jesteśmy skomplikowani, my, jako społeczeństwo, ponieważ sami nie wiemy ile takich twarzy możemy mieć. Odkrywamy siebie z czasem.
Myślę, że grając w RPG (pisane, mówione, jakiekolwiek) z czasem możemy odkryć właśnie, że każda z postaci, jaką tworzymy to w jakiejś części my sami. Właśnie dlatego tak łatwo jest nam się spersonalizować i czuć dokładnie to, co czuje nasz bohater - bo stajemy się nim, a wręcz powiem dalej - jesteśmy nim. Przecież skądś musieliśmy wziąć jego charakter, zadziorność, trudność w nawiązywaniu kontaktów i tak dalej. Mając tyle osobowości w jednej osobie, trudno tak naprawdę wyczerpać nam temat pomysłów na dalsze postaci, dalszych bohaterów.
Jeśli jesteś osobą dającą życie właśnie takiej wymyślonej personie lub jesteś pisarzem - ujawniasz wiele swoich twarzy. Nie każdy orientuje się, jak wiele możemy ich posiadać i jak wiele z nich już odkryliśmy. Jako osoby realizujące się poprzez szeroko pojętą sztukę i twórczość, być może łatwiej jest nam zdać sobie z tego sprawę. Przychodzi bowiem taki moment, w którym dochodzi do nas refleksja jak wiele postaci posiadamy i jak zadziwiające jest, iż z każdą jesteśmy w stanie się spersonalizować i "być nią". Jak wiele historii napisaliśmy, a każda jest bliska naszemu sercu.
To pokazuje nam, jak bardzo różnymi ludźmi być możemy i jak bardzo trudno jest poznać kogoś w pełni. Nigdy nie wiesz, czy dwadzieścia twarzy, które Ci pokazał to ostatnie dwadzieścia, jakie ma w zanadrzu.
Wersja audio posta:
`jak zniweczyć dwie relacje w ciągu czterech godzin
Szczerze mówiąc, zastanawiałem się ile będzie trwała ta moja rozkoszna sielanka towarzyska. Nauczony doświadczeniem, że żadna bliższa znajomość w moim życiu nie ma prawa bytu, jeżeli zaufam w jakimkolwiek stopniu dla człowieka i cóż, historia lubi się powtarzać, a karma wracać i przypominać o tym, że w przeszłości byłem jeszcze większym chujem, niż jestem obecnie. Życie.
Sielanka nie trwała nazbyt długo, jak się okazuje. Kilka dni temu dowiedziałem się, że planowana jest impreza w ten weekend z okazji już zaplanowanego i dopinanego na ostatni guzik wyjazdu E. No dobrze, zacząłem się zastanawiać intensywnie, no bo przecież w poniedziałek mam być w Łodzi. "Nie martw się, przenocujesz u nas i pojedziesz", usłyszałem. I byłoby wszystko dobrze, gdyby moja skrajny introwertyzm się nie odezwał. A odezwał, ku mojemu nieszczęściu. I obudził z tej niezwykłej sielanki, przypominając, że przyjdzie mi poznać tam kogoś nowego, jeżeli zgodzę się pojechać. Przyjaciółka E., a moja koleżanka ma partnera. Cóż, postanowiłem rozwiązać to jak dojrzały człowiek i porozmawiać z tą, która tego chłopaka posiada.
No i chyba moja delikatność i wyczucie chwili oraz słów dało się we znaki. Możliwe, że zabrzmiałem nieco agresywnie anonsując, iż moja obecność na imprezie poniekąd jest uwarunkowana obecnością tego nowego dla mnie człowieka, a raczej jego nieobecnością. Cóż, najwygodniej by było, gdyby po prostu się nie pojawił. Uznałem, że to nie jest zbyt wygórowana prośba, kurcze. Przeliczyłem się, w szczególności, że do prośby to miało daleką drogę i bardziej brzmiało jak żądanie z mojej strony. Panicz Draco żąda i ma być tak zrobione, basta.
Jak się łatwo domyśleć, owa dziewczyna nie zareagowała pozytywnie. Nawet gorzej, niż kiedykolwiek mógłbym przypuszczać. Krótko mówiąc zostałem wyzwany od dołu do góry, nie pomijając wyciągania jakichś starych, śmiesznych spraw, nazywania mnie pizdusiem i debilem, no cóż. Nie była to przyjemna konwersacja. I żeby nie było, nie uważam, że tylko ja tu zawiniłem. Być może w znaczącym przypadku i owszem, ale nie w stu procentach. Nie sądzę, aby wyzywanie było bowiem słuszną decyzją, a ku takiej się właśnie M. skłoniła. Co było w tym wszystkim najbardziej przykre? Jeżeli ją poniosło i zaczęła mnie wyzywać, wszystko w porządku. Jeśli się odwdzięczyłem, już zostałem uznany a śmiesznego i żałosnego. Sensowna logika, nie ma co.
Co gorsza, odczułem pewną nieprzyjemność w dalszych konwersacjach. Oczywiście wiedziałem, że E. i M. mówią sobie niemalże wszystko. Ale...
"Niemniej jednak uważam, że Wasze zachowanie było trochę dziecinne", stwierdziła E. Trudno było się nie zgodzić, kurcze. Z przykrością przyszło mi to potwierdzić. Uznałem więc, że wyciągnę pierwszy rękę, bo w końcu z mojej winy ta dziwna kłótnia wynikła. I co słyszę? Słyszę, że skąd, E. wcale tak nie powiedziała. Nie potwierdziła własnych słów, hę? O co chodzi?
Dalej, podczas którejś z rozmów doszliśmy do wniosku, że M. nie miała nigdy sytuacji, w której nie było na chleb w domu. A od M. słyszę, że E. powiedziała "nie zrozumiałabyś biedy". No kurwa mać, za przeproszeniem... Albo ja głupieję, albo o co chodzi?
W efekcie udało mi się pokłócić z dwoma dziewczynami. Powiedziałem prawdę. Uważam, że to wygląda bardzo dwulicowo, skoro mówię coś dokładnie takiego, co mówiła jedna, a od drugiej dowiaduje się zgoła czegoś zupełnie innego. I przykro mi, ale ja nie rozumiem zawiłości sytuacji.
Doszedłem jednak do jednej, złotej zasady, do której zamierzam się od dziś stosować. Wystarczyło bowiem powiedzieć, że w ten weekend mam pracę i nie mogę się pojawić. Obyłoby się bez nieprzyjemności, kłótni i spięć. Uwaga, uwaga - wystarczyło skłamać i byłoby wszystko w porządku. Taka wielka filozofia. Mam nauczkę na przyszłość. Nie zawsze prawda jest czymś, czego ludzie potrzebują.
Przy okazji, pojawił się nowy audiolog na YT. Serdecznie zapraszam.
`podróże nie dla każdego?
Etykiety:
dorosłość,
egzystencja,
morth,
morthowe ot takie gderanie,
niezrozumiały sposób bycia
o
19:43
Zasypiając, nie wiedzieć dlaczego pomyślałem o szkole i nauczycielce, która wykłada historię. Przypomniała mi się historia, którą nam opowiadała. Działa się ona w czasach, gdy studiowała. Miała ona wyjazd, który polegał na tym, że miała spędzić jakiś niewielki okres czasu w osadzie gdzieś w Ameryce Północnej. Haczyk polegał na tym, że tamtejsi ludzie żyli "jak za starych, dobrych czasów". Bez elektryczności, kanalizacji, sklepów, łazienek, miast.
Przypomniało mi się także moje niezwykłe rozbawienie dotyczące standardów, jakie tam panowały - jedzenie niedobre, łazienki brak, no i lamy. Tak, owa osada do takich czynności, jak uprawa roli używała lam w charakterze pomocy. Wiadomo, zwierzęta te może nie pachnął jakoś cudownie i przyjemnie, bywają także uparte... No, są jakie są. Narzekała na nie, bo nie słuchały się jej (co zabawne, dzieci, które mieszkały tam - i owszem; niezwykle ją to irytowało), no i poza tym śmierdziały, oczywiście. Zbrodnia narodowa.
Wydała mi się wtedy taka rozpieszczona. Pojechała w gościnę do obcych ludzi, wyciągnięta z bezpiecznych skrzydeł swojej matuli i nagle wszystko było nie tak. Cóż, to tylko moja perspektywa osoby trzeciej, tak naprawdę, być może ku temu było więcej przesłanek, o których nam nie powiedziała, ale brzmiało to bardzo płytko.
W zasadzie, ta refleksja poskutkowała jakoś negatywnie na moje samopoczucie. Dotychczas miałem w stosunku do tej kobiety mieszane uczucia, ale bardziej skłaniające się do pozytywnej neutralności. Nie zwykłem faworyzować jakiegoś nauczyciela. Tymczasem wiele z jej poglądów bardzo mi nie odpowiada i im dalej w las, tym więcej dostrzegam drzew, ale brak im piękna. Są suche i powykrzywiane. Przykre doświadczenie.
`ciepło ucieka, czas je gonić
Gdy byłem mały święta kojarzyły się jakoś cieplej. Nie znam powodów, dla których tak było. Może to kwestia mieszkania, chociaż chyba niekoniecznie, bo przecież nieważne gdzie jesteś, ważne jest z kim. Może to kwestia tego, że w tym roku było jakoś wyjątkowo smutno. I w tym roku wyjątkowo dużo osób pytało mnie, jak minęły mi święta. Dobrze, co mam Wam powiedzieć, kochani? Że pomimo jakiegoś tam uśmiechu nie było wcale tak szczęśliwie? Że idea ciepła i miłości wcale mnie nie dotyczy?
Współczułem komuś, kto miał bardzo podróżujące święta, ale w zasadzie wolałbym je spędzić tak, a w dalszym ciągu czuć tę czułość i miłość, której łaknie przecież każdy człowiek, niż spędzać ten czas z człowiekiem, którego nie lubię, z koleżanką i matką, która chociaż się stara, to chyba stara się trochę za bardzo i nie w tę stronę. To nie był rodzinny czas. Nieistotne jest to, czy wierzę w całą religijną otoczkę Bożego Narodzenia, czy nie. Sądzę, że ten czas powinien być ciepły, czuły, miły. Taki, który będziemy wspominali z uśmiechem. Nie z łzami w oczach.
Tymczasem siedzisz tu, Dawid. Drugi dzień świąt, jesteś sam. Żałujesz, że nie założyłeś się z matką, bo znowu miałeś rację - mówiłeś jej, że z pewnością właśnie teraz sobie pojedzie do swojego faceta i miałeś rację, chociaż ona mówiła, że przecież tak nie będzie. Z tej twojej racji przynajmniej wynikłyby pieniądze, za które mógłbyś kupić sobie towarzystwo. A tak, ani towarzystwa, ani ciepła, ani miłości.
Są takie momenty, gdy człowiek czuje się bardzo samotny, chociaż wokół niego są ludzie. Moja Wigilia taka była. Fałszywe składanie życzeń, bo nie masz pomysłu, co możesz powiedzieć. Albo czekasz, aż druga osoba zacznie, a ty skwitujesz to "Nawzajem". Albo "wzajemnie", żeby zaszokować.
Pytam matki, czy wróci do czasu Sylwestra, bo przecież w środę jadę do Warszawy i nie będzie mnie. Ona mówi, że oczywiście i co ja sobie myślę. Milknę, ale moje oczy mówią jej chyba wszystko. Mówią, jak bardzo smutny i rozczarowany jestem tym, że znowu mnie zostawia. Przyzwyczaiłem się do samotności, tak sobie mówię. Nie mieszkam już z nią, sama o tym zadecydowała. Ale brakuje mi kogoś, czegoś. Nie mam nawet psa, który mógłby spojrzeć na mnie, połasić się, zapiszczeć, że chce na podwórek. Kogoś, kto by mnie swoją prostotą tak zwyczajnie wyciągnął z smutku, w jaki nieraz zdarza mi się popaść. Jestem tylko człowiekiem, każdy ma swoje słabsze dni.
Złudnie spodziewałem się, że te święta dadzą mi siłę. Ciepło, którego jak się okazuje potrzebuję. Ale nie było tak. A szkoda.
Najgorsze uczucie? Kiedy wchodzi do pokoju matka, widzisz ją. Nie przychodzi wziąć Twój napój albo łyka herbaty. Nie. Siada obok Ciebie, na łóżko, zerka na monitor laptopa. I już wiesz, że jest coś, co ona chce Ci zakomunikować, ale nie do końca wie jak. Uśmiechasz się gorzko, bo wiesz o co chodzi. Ułatwiasz jej to. "Jedziesz", mówisz. Nie pytasz, stwierdzasz fakt. Ona przytakuje. Ale stara się brzmieć pozytywnie, entuzjastycznie. Pyta się Ciebie, czy zamrozić rybę po grecku, rybę smażoną, czy zamrozić bigos. Odpowiadasz zdawkowo, na wszystko proste "Tak.". A wtedy ona siedzi dalej i wiesz, że chce powiedzieć coś więcej. Ale te słowa nigdy nie zostają wypowiedziane, tchórzy. Patrzy na Ciebie, Ty nie patrzysz na nią. Wychodzi. Słyszysz poczucie winy. A sam starasz się zamaskować smutek.
Wypijmy za smutek. Niech odejdzie w końcu precz. Wypijmy za łzy. Za śpiew, za kobiety, za seks. Wypijmy za siebie. Bo nie możesz powiedzieć drugiej osobie więcej, niż ostrzeżenia. Nie możesz wyperswadować innej osoby z głowy kogoś bliskiego dla Ciebie. Ona wie, dlaczego powinna coś zostawić, ale serce chce, czego chce.
Nigdy jakoś szczególnie Seleny nie lubiłem, ale tekst piosenki jakoś szczególnie pasuje do mojej matki. I może do mnie trochę też, ale nie chcę się do tego przyznać.
`dzisiejsza młodzież to tylko palić i chlać by chciała
Etykiety:
dorastanie,
dorosłość,
dziewczyna,
morth,
morthowe ot takie gderanie,
niezrozumiały sposób bycia
o
08:49
Ponownie poruszę pewien temat, zainspirowany krótką, ale bardzo dziwną rozmową z dawną znajomą. Kiedyś, jeszcze za czasów Onetu, poznałem pewną dziewczynę. Była ode mnie młodsza, ale bardzo fajnie się dogadywaliśmy przez stosunkowo długi okres czasu.
W pewnym momencie kontakt się urwał. Uznała, że nie jestem godny iść w blasku jej chwały czy coś takiego, w zasadzie nie wnikam. W każdym razie z ciekawości spytałem dziś jej kolegi, z którym mam sporadyczny kontakt, co tam ciekawego u niej. Napisał do niej i dał jej mój numer. Napisała i zaczęliśmy rozmawiać.
Przez całą konwersację, przysięgam, miałem wrażenie, jakbym rozmawiał z pierdolonym zen.
To tak wyglądają współczesne nastolatki? Bo jeśli tak, to cieszę się, że urodziłem się jeszcze wtedy, gdy to wyglądało trochę inaczej.
PS Spadł śnieg, serio? Nie chcę śniegu!
W pewnym momencie kontakt się urwał. Uznała, że nie jestem godny iść w blasku jej chwały czy coś takiego, w zasadzie nie wnikam. W każdym razie z ciekawości spytałem dziś jej kolegi, z którym mam sporadyczny kontakt, co tam ciekawego u niej. Napisał do niej i dał jej mój numer. Napisała i zaczęliśmy rozmawiać.
Przez całą konwersację, przysięgam, miałem wrażenie, jakbym rozmawiał z pierdolonym zen.
"Godzę się na to, co szykuje dla mnie los."Jakbym miał do czynienia z jakąś pro-elo nasteczką.
"Nie wykluczam w przyszłości próbowania różnych substancji"
"Mam siedemnaście lat, ale palę i jestem taka super"
To tak wyglądają współczesne nastolatki? Bo jeśli tak, to cieszę się, że urodziłem się jeszcze wtedy, gdy to wyglądało trochę inaczej.
PS Spadł śnieg, serio? Nie chcę śniegu!
`prawda okazuje się bolesna
Sporo prawdziwego gówna narobiłem w życiu. Sobie i innym. Od pewnego jednak momentu postanowiłem się zmienić i szło mi to raczej pozytywnie. Ale kolejno, z jakiegoś powodu, zaprzestałem swoich starań. I w ten oto sposób nieświadomie byłem tyranem. Dalej nim jestem, nie ma co ukrywać.
Sprawiłem, że człowiek, który jest najważniejszy w całym moim dotychczasowym życiu bał się mnie i robił rzeczy przeciwko sobie, byleby mnie zadowolić. Byłem pewien, że jest szczęśliwy i bezpieczny, a tymczasem jedyne co udało mi się osiągnąć, to zastraszenie go i uczucie bycia w więzieniu.
Co jest w tym wszystkim najstraszniejsze? Że robiłem to absolutnie nieświadomie. I przeraża mnie to tym bardziej, im częściej o tym myślę.
Krysia miała rację, nie zasłużyłem na niego. Żadną cząstką swojego dotychczasowego postępowania. Nienawidzę siebie za to tak bardzo. Czuję się niewyobrażalnie winny. Ale też mam jakąś siłę. Udowodnię, że mogę na niego zasłużyć. Udowodnię, że jestem w stanie się zmienić i nigdy więcej już nie zostanę tyranem. Nie dla tych, których kocham. Nie dla niego.
Tak bardzo przepraszam...
Sprawiłem, że człowiek, który jest najważniejszy w całym moim dotychczasowym życiu bał się mnie i robił rzeczy przeciwko sobie, byleby mnie zadowolić. Byłem pewien, że jest szczęśliwy i bezpieczny, a tymczasem jedyne co udało mi się osiągnąć, to zastraszenie go i uczucie bycia w więzieniu.
Co jest w tym wszystkim najstraszniejsze? Że robiłem to absolutnie nieświadomie. I przeraża mnie to tym bardziej, im częściej o tym myślę.
Krysia miała rację, nie zasłużyłem na niego. Żadną cząstką swojego dotychczasowego postępowania. Nienawidzę siebie za to tak bardzo. Czuję się niewyobrażalnie winny. Ale też mam jakąś siłę. Udowodnię, że mogę na niego zasłużyć. Udowodnię, że jestem w stanie się zmienić i nigdy więcej już nie zostanę tyranem. Nie dla tych, których kocham. Nie dla niego.
Tak bardzo przepraszam...
Subskrybuj:
Posty (Atom)
Etykiety
morth
(86)
morthowe ot takie gderanie
(78)
projekt
(26)
projekty
(25)
jest ale nie musi być
(24)
morth i gry
(24)
egzystencja
(23)
bycie
(20)
masło
(20)
dorosłość
(16)
klops
(16)
błędy
(14)
dorastanie
(14)
refleksje
(14)
inne
(13)
prawdziwe
(12)
blogowanie
(11)
życiowe
(11)
bezsensu
(10)
chłopak
(10)
życie
(10)
gra
(9)
morth i kino
(9)
edukacja
(8)
niechciana dorosłość
(8)
przeżycia
(7)
smutek
(7)
dziewczyna
(6)
miłość
(6)
złość
(6)
mężczyzna
(5)
paplanie
(5)
praca
(5)
recenzja
(5)
związki
(5)
film
(4)
kontrola swojego charakteru
(4)
ojciec
(4)
plany
(4)
związki na odległość
(4)
audiolog
(3)
biseksualizm
(3)
ojcostwo
(3)
uczę się kochać
(3)
czym jest związek
(2)
fotografia
(2)
pierwszy raz
(2)
szkoła zaoczna
(2)
psycholog
(1)